czwartek, 14 sierpnia 2014

18. 'Nie zostawiaj mnie, upiekę ci ciasto'

Następny dzień zaczął się dla Lisy niemiłą pobudką, ktoś zaczął walić jej w drzwi. Kiedy zrobiła pierwszy ruch po przebudzeniu, wiedziała, że ten dzień będzie straszny. Założyła szlafrok i podeszła otworzyć drzwi. Nie dbała już o to, czy chce żeby ktoś ją widział bez makijażu.
- Boże ile spać można - do jej pokoju weszła Lisa i Cathy, z którą poznała się jeszcze przed mundialem. Hummelsa nie trawiła, o czym Cathy dobrze wiedziała, jednak ona była dużo przyjemniejsza niż on.
- Nie spałam w nocy prawie.
- Ogarnij się i idziemy na miasto. - Lisa zostawiła dziewczyny same w jednym pokoju i poszła do łazienki. Spojrzała w lustro i coś ją tknęło, żeby nie robić sobie dzisiaj wielkiego makijażu. Może tak będzie lepiej? Może przywyknie do tego? Umyła zęby i wzięła się do roboty. Zrobiła małe kreski, na powieki nałożyła trzy odcienie brązowego koloru, który ładnie ułożył się w całość. Nie chciała przyjąć do świadomości tego, że teraz wyglądała dużo lepiej.
- Ciepło jest? - zapytała dziewczyn, wchodząc do drugiego pokoju.
- Ciepło, ale chyba będzie padać. - wyjęła z szafy czerwoną spódnicę, z przodu krótszą, z tyłu dłuższą, do tego założyła czarną bluzkę, z rękawkami za ramiona, która odsłaniała jej zgrabny brzuch. Wzięła czarną kopertówkę i założyła sandałki na szpilkach.
- Wyglądasz dzisiaj jakoś tak... inaczej?
- Masz mniejszy, lepszy makijaż. Ej, maluj się tak jak teraz, lepiej wyglądasz! - włożyła telefon do torebki.
- Chodźmy już. - wyszły na korytarz. Lisa zamknęła pokój i wrzuciła kartę do torebki.
Przez dłuży czas Lisa się w ogóle nie odzywała. Ciągle o czymś myślała. Ostatnio nawet za dużo miała w głowie.
- Zobacz, to coś w twoim stylu Lisa. - Cathy pokazywała jej sukienkę wieczorową, czarno-białą, bez ramiączek, coś w stylu gorsetu na górze. - Weź przymierz, mam ochotę na imprezę wieczorem, zapoznamy cię z resztą dziewczyn. - w sumie czemu nie, pomyślała Lisa. Może w końcu udałoby się rozerwać i zapomnieć na chwilę.
- Dobry pomysł, muszę się ogarnąć w końcu.
- Może najpierw powiesz co się dzieje? Bo nie wyglądasz najlepiej, jesteś przytłoczona i cicha, a to do Ciebie nie podobno.
- Jak kupimy to wam opowiem, może mi ulży, po mam już tego dosyć. - weszła do przymierzalni i założyła sukienkę. Bardzo jej się podobała i idealnie na nią pasowała. Nie zastanawiała się długo, na jej kupnem. Chodziły jeszcze po kilku sklepach, co jakiś czas zatrzymując się na dłużej i przymierzając kolejne rzeczy. Kiedy były już obładowane torbami, poszły do kawiarni na mrożoną kawę.
- Mów co się dzieje?
- Chodzi o Kevina?
- Nie, przestańcie, on jest cudowny.
- Więc co jest nie tak?
- Nie wie o tym nikt, oprócz moich rodziców, Marco i Kevina. Przysięgnijcie mi, że nikomu nie powiecie, bo jest to dla mnie naprawdę trudna sytuacja, po której jeszcze nie mogę dojść do siebie, mimo, że praktycznie tego ie pokazuje... - odetchnęła głęboko i zaczęła opowiadać. - Rok temu mieszkałam w Londynie. Poleciałam tam sześć lat tamu na studia. Poznałam kogoś, byliśmy razem. Wszystko nam się dobrze układało, do pewnego czasu. Stał się dla mnie oschły, olewał mnie, nie spędzał ze mną czasu, nawet nie rozmawialiśmy. Praca go pochłonęła. Okazało się, że jestem w ciąży - ledwo powstrzymywała łzy. Dziewczyny słuchały jej uważnie, były bardzo zaszokowane. - Powiedziałam mu o tym, miałam nadzieję, że wszystko się naprawi. A on, jedyne co mi raczył wtedy powiedzieć to tyle, że nie chce tego dziecka, że mnie już nie kocha i ma kogoś innego. Nie wiedziałam co mam robić. Wróciłam do Dortmund, do rodziców. Okazało się, że moja ciąża jest zagrożona. Po kilku miesiącach straciłam dziecko. Nie wiedziałam co robić, popadłam w depresję, dwa miesiące siedziałam w domu nie wychodząc z niego, praktycznie nic nie jadłam, nic nie piłam. Odwiedzali mnie tylko rodzicie. Miałam problemy psychiczne, fizyczne też, bo kaleczyłam ciało, żeby nie myśleć o tym co się stało. Nawet nie wiecie, jak cholernie trudne to było. Kiedy się kogoś kocha, a nagle ta osoba znika z twojego życia. Miałam tak dwa razy. Nigdy więcej nie chciałabym tak cierpieć. Gdyby nie Kevin... to nie wiem, co teraz by się ze mną działo, czy w ogóle byłabym tutaj. - przestała mówić, ulżyło jej, że komuś o tym powiedziała, może pójdzie lepiej kiedy się wygada.
- To jest... przerażające - Lisa zawahała się. Cathy najwyraźniej nie wiedziała co powiedzieć, bo spuściła głowę w dół.
- Nie przejmujcie, naprawdę, było, minęło. Nie chce do tego wracać, chociaż dobrze wiem, że i tak zaraz znów będę o tym myślała.
- Nie wiem jak mamy Ci pomóc.
- Przecież teraz nie da się już nic zrobić, to wszystko siedzi u mnie w środku, więc i tak nikt tego nie powstrzyma. Jeszcze jedna mała uwaga, odkąd jakoś się pozbierałam, zmieniłam wizerunek. Nie zwracajcie mi uwagi na makijaż i ubrania, bo naprawdę dołuje mnie to. To była metamorfoza, rozpoczynająca nowy etap, więc proszę was.
- Jasne, nie ma problemu.
- Chodźmy, zanim wyjdziemy, chciałabym pogadać jeszcze z Kevinem. - dziewczyny zostawiły pieniądze na stoliku i ruszyły w stronę hotelu.
Lisa znów nic nie mówiła. Znosiła wszystko w sobie, jak zwykle myśląc o tamtych wydarzeniach. Tak bardzo chciała zająć myśli czymś zupełnie innym niż tym wszystkim. Jednak nie wiedziała czym, dlatego włączyła się do rozmowy.
- Jak myślicie, ile wygrają z Portugalią?
- Minimum 3-0, ale coś mi się wydaje, że wynik będzie większy - powiedziała Cathy.
- 2-1 max, więcej nie daje.
- Ja myślę że będzie remis bezbramkowy.
- Proszę Cię! - powiedziała do Lisy. - Przecież oni tak dobrze grają, że finał mają zapewniony.
- Mam nadzieję.
- Ja jestem w stu procentach tego pewna.
- Nie wiem jak wy - Rossenbach zmieniła temat - ale ja jutro zwiedzam to miasto. Cudownie tu jest.
- Dobry pomysł.
- Mamy jeszcze tyle czasy ba zwiedzanie. Ja to by wolała iść na plaże, trzeba korzystać ze słońca, muszę się opalić.
- Zobaczymy, zależy od pogody.
- Jak na razie jest cudownie. - dotarły do hotelu, Lisa zostawiła dziewczyny same i poszła dalej. Nie zaniosła kupionych rzeczy do pokoju. Lubiła pokazywać Kevinowi co kupiła, zresztą on nie był lepszy, też lubił dużo kupować. Dobrze się komponowali kiedy chodzi razem do centrum. Obeszła jeden dom i zobaczyła kilku chłopaków opalających się obok basenu. Widocznie skończyli trening i udało jej się trafić. Poszła dalej i minęła rodzinę szczęśliwą rodzinę Boatenga, miał śliczne córki. Nawet nie próbuj o tym myśleć, po prostu idź dalej, myśli nie dawały jej spokoju. Obeszła dom Kevina naokoło, spodziewała się, że on też będzie na zewnątrz, jednak myliła się.
- Cześć, gdzie Kevin? - przywitała Bastiana i Poldiego, którzy cały czas się śmiali. Najwyraźniej nie usłyszeli tego co powiedziała, bo dalej byli zajęci rozmową. Podolski mówił coś Bastianowi w kilku językach, najwyraźniej strasznie go to cieszyło, zresztą Lisa mu się nie dziwiła. Genialnie to brzmiało. - Możecie na chwilę przerwać? Pytałam się gdzie jest Kevin.
- O cześć! Wybacz, zagadaliśmy się - Schweini dalej się śmiał.
- Jest w środku, gada z Draxlerem. - powiedział Poldi.
- Ej, Lisa, powiedz coś po japońsku, ty mieszkałaś w Japonii, nie?
- Pojebało ci się coś Schweinsteiger, ona w Anglii mieszkała, a nie.
- To kto w Japonii mieszkał, no przecież Kevin mówił, że przyjaźnisz się z Marco i poznał cię u niego jak wróciłaś z Japonii.
- Co ty brałeś? - Lisa też się śmiała.
- Nie wiem, ale chyba nic, chyba, że mi to słońce przygrzało, bo się zdrzemnąłem na chwilę.
- Gadał coś typu, nie zostawiaj mnie, upiekę ci ciasto.
- Weź go Poldi ogarnij. - Lisa śmiejąc się ruszyła do drzwi tarasowych.
- Sama się ogarnij - milimetr obok niej przeleciał klapek Schweinsteingera. - Zajebać Ci torbą? - odwróciła się do niego i pokazała mu środkowy palec - Będziesz coś chciał. - pobiegła szybko do pokoju, bo widziała, że Bastian trzyma drugiego klapka. Chłopaki poprawili jej humor, szła cały czas się śmiejąc. Kevin siedział na kanapie, naprzeciwko Juliana. Mieli ponure miny. - Witam przyszłych mistrzów świata. - podeszła do Juliana i cmoknęła go w polik.
- Ze mną się nie przywitasz? - zapytał Kevin?
- A znamy się w ogóle? - Lisa popatrzyła na niego wymownym wzrokiem. Kevina olśniło, pierwszy raz od kilku miesięcy widział Lisę bez dużego makijażu. - Lisa! Jezu, co się stało? - wrzasnął uradowany, aż wstał z miejsca.
- A co miało się stać, mam dobry humor.
- Mówiłem ci, że będziesz lepiej wyglądać. - powiedział Julian.
- Nie zaczynaj od nowa, błagam. - usiadła obok Kevina, kładąc wszystkie torby z zakupami na stoliku.
- To ja was zostawię samych - Draxler wyszedł na zewnątrz.
- Co się wczoraj stało? Julian mi mówił, że nigdy nie widział cię takie zdenerwowanej. Podobno płakałaś.
- Prosiłam go, żeby nic ci nie mówił, zabiję go, no!
- To później, najpierw powiedz co się stało - odgarnął jej włosy na bok, żeby lepiej ją widzieć. Lisa odwróciła się do niego.
- Znów myślałam o dziecku... - od razu cały dobry humor zniknął.
- Lisa - złapał ją za rękę - Już tak dobrze, prawie w ogóle nie myślałaś o tym. Przecież to nie jest twoja ostatnia szansa. Zobacz, jesteś młoda, masz kupę życia przed sobą, nie wiesz co będzie.
- A co jeśli znów będzie to samo?
- Nie możesz tak myśleć.
- Kiedy ja już sama nie wiem co myśleć, zrozum mnie.
- Próbuję cię zrozumieć od początku naszej znajomości, nie pamiętasz? Chcę ci pomóc, chcę żebyś była szczęśliwa, nie wiem co robię źle. - Lisa przytuliła się do niego. Zaczęła się zastanawiać, nad tym wszystkim. Wyglądało na to, że nie dała sobie pomóc, albo nie widziała tej pomocy.
- Jesteś i to powinno być dla mnie najważniejsze, nie umiem tego docenić.
- Źle do tego dążysz - wstał i zaczął chodzić po pokoju. Zobaczył, że chłopaki zbliżają się do domu i najprawdopodobniej zaraz tutaj będą - Chodź na górę - poszedł po schodach Lisa szła tuż za nim. Weszli do pokoju Kevina. Lisa położyła się na łóżku. Kevin oparł się o parapet. - Kiedy próbuję Ci wytłumaczyć, że nie ma sensu mówić o złych wydarzeniach, ty zaczynasz aktywować w sobie tą część, która jest zniszczona, przez to wszystko. Znów będzie to samo, nie umiem tego docenić, gdzie jest ta Lisa którą poznałem rok temu? Pewna siebie, niczym się nie przejmująca? Po co zmieniałaś to wszystko w sobie? Mówiłaś, że Ci to pomoże, że będziesz myśleć pozytywnie. Najpierw przejmowałaś się Marco. Za wszelką cenę, chciałaś do niego dotrzeć, żeby wszystko się wyjaśniło. Udało Ci się, bo Reus zmądrzał szybciej, niż przypuszczaliśmy. Później przyjechałaś tutaj. Pierwszy dzień na plaży, znów o tym myślałaś. Wieczorem, kiedyś rozmawiałaś z Draxlerem, było to samo, dzisiaj też, Lisa proszę Cię, spróbuj o tym nie myśleć, zachowuj się jakoś inaczej. - ostatnie słowa Kevina były ogromnym błędem, nawet nie widział, jak bardzo trafił w Lisę.
- Jak mam się zachować, po stracie dziecka!? - zerwała się z łóżka i podniosła głos - Jak ty byś się zachował, gdybyś stracił jedną z najbliższych ci osób!?
- Nie o to mi chodziło - wbił wzrok w podłogę.
- Więc o co? No wytłumacz mi, bo cię nie rozumiem!
- Staram Ci się powiedzieć, że nie potrzebnie się martwisz tym wszystkim. Przecież da się z tym coś zrobić.
- No oczywiście, przecież ty masz takie problemy, i wiesz jak sobie z nimi poradzić. Daj mi spokój. - podeszła do drzwi, jednak Kevin podbiegł do niej i zdążyła ją złapać za rękę.
- Poczekaj.
- Na co mam czekać? Aż powiesz mi, że przydałby mi się psycholog, żeby sobie z tym poradzić? Jeszcze dzisiaj mówiłam dziewczyną co mi się stało. Powiedziałam ile dla mnie znaczysz, że jesteś niesamowity i cudowny, bo mi bardzo pomogłeś. Pomagaj tak dalej, a rozpieprzy to o co tyle walczyłeś! - krzyknęła i wybiegła z pokoju. Wzięła torby z zakupami i szybko ruszyła w stronę jej hotelu. Nie nadążyła ocierać łez. Kevin nie mógł zrozumieć, dlaczego zaczął jej mówić takie bzdury. Chciał tylko pomóc, a zrobił krok, który mógł zniszczyć to o co tyle walczył.


Moim skromnym zdaniem najlepszy rozdział jaki napisałam :D No ale sami oceńcie w komentarzach :)

piątek, 8 sierpnia 2014

17. 'To rozbierz się i łachów pilnuj.'

Kiedy Lisa z Kevinem wrócili do hotelu praktycznie w ogóle się nie rozstawiali. Albo spędzali czas w jej hotelowym pokoju, albo w domu Kevina. Campo Bahi było oddalone od hotelu Lisy o 300 metrów. Kevin swój dom dzielił ze Schweinsteigerem, Neuerm, Ginterem, Höwedesem i na Lisy szczęście z Draxlerem. Pocieszne dla wszystkich piłkarzy było to, że nie dostawali zakazów spotykania się ze swoimi partnerkami i innymi członkami rodziny, dlatego poza ciężkimi treningami mieli dla nich sporo czasu.
Późnym wieczorem Lisa leżała w łóżku w jednym w trzech pokoi oglądając podsumowanie pierwszego dnia mundialu. Nikt nie wątpił w to, że Brazylia wygra ten mecz, więc tak naprawdę nie było czego słuchać. Jedyne co można było powspominać to samobój Marcelo. Lisa była bardziej zajęta swoim głosem w myślach, niż tym co mówili w telewizji. Nie było żadną zagadką to o czym myślała. Zapragnęła mieć dziecko, chciała znów poczuć, że ma swój najukochańszy skarb przy sobie. Przecież jeszcze nie tak dawno Marco cieszył się, że będzie wujkiem. A gdyby przeżyło? Byłoby teraz tutaj, razem z nią. Nigdy nie spodziewała się, że los wybierze akurat ją. Jednak to była cała Lisa, nie płakała, nie zagłębiała w sobie tego tematu jeszcze bardziej. Wiedziała, że przecież kiedyś musi się udać. Zaczęła oddalać od siebie ten temat, jednak Marco też jej trochę w tym pomógł, bo właśnie odbierała od niego telefon.
- Już tęsknisz co? - powiedziała uśmiechając się.
- Za tobą zawsze, tylko, że tym razem mam inną sprawę, niż zwykła pogadanka. Lisa! - krzyknął uradowany - Lil przyznała się na komisariacie, musi oddać mi wszystkie pieniądze, na szczęście nie zabrała ich dużo. Dzięki temu unikniemy sprawy w sądzie.
- No widzisz, wiedziałam, że wszystko szybko się wyjaśni! Jak tylko wrócisz z Brazylii zabieram cię na jakieś wakacje, bo gdyby nie ty, to nie wiem jakby się to skończyło.
- Wakacje mówisz? Masz jakieś plany?
- Jeszcze nie, palnąłem to na szybko.
- Spokojnie Reusy, kolacja wystarczy.
- Weź włącz video rozmowę.
- Nie masz co oglądać, leże w łóżku bez makijażu.
- Tym bardziej - Lisa przystała na jego propozycje i włączyła kamerkę w telefonie.
- Dużo lepiej wyglądasz!
- Nie sądzę.
- Czekasz na Grosskreutza? Taką seksowną piżamę założyłaś, że chyba coś się zapowiada.
- On to chyba już śpi, w końcu Kevin lubi wypoczywać, zresztą jest po 23, a jutro z rana mają trening.
- Czyli to nie Grosskreutz? Spokojnie, mi możesz powiedzieć.
- Löw...
- Od kiedy gustujesz w starszych? - zaśmiał się.
- Od dzisiaj.
- Idź lepiej spać, bo to słońce w Brazylii chyba ci źle na mózg działa.
- Spierdalaj, będziesz chciał w fife pograć.
- Nie no dobra, przepraszam.
- Teraz to wiesz co możesz - prychnęła - Sajonara! - rozłączyła się.
Uwielbiała rozmowy z Reus. On jak nikt umiał ją pocieszyć nawet w najmniej odpowiednich momentach. Leżała, przez chwilę trzymając telefon w rękach i sprawdzając coś na instagramie, kiedyś dostała dwa smsy na raz. Jeden był od Draxlera, drugi od Marco. Najpierw przeczytał ten od Marco: Zatrzasnę cię w mojej sypialni, bylebyś tylko pograła ze mną w fife. Nie zastanawiając się długo odpisała: Ja wrócę to wykupię cię do Schalke, dobranoc ;* ;* ;*. Spodziewała się reakcji Reusa i była pewna, że już jej nie odpisze, bo zawsze kiedy pisała, że wykupi go do Schalke, Marco rezygnował z rozmowy wiedzą, że ulegnie Lisie. Po chwili przeczytała sms od Juliana: Weź przyjdź, nudno tu, Kevin, Schweini i Manu śpią, Matthias i Höwe wyszli,  a ja siedzę sam :C. On również nie czekał długo na odpowiedź: Siedzę w piżamie, w życiu się stąd nie ruszę. Jednak po dłuższym oczekiwaniu na odpowiedź, Lisa nie dostała jej. Pomyślała, że może Julian poszedł spać, skoro nie miał co robić, jednak chyba się myliła. Po jakiś pięciu minutach, ktoś zapukał do jej pokoju.
- Proszę! - powiedziała i zakryła się cała kołdrą . Julian wszedł powoli i zamknął za sobą drzwi. - Mówiłam ci coś? W piżamie jestem!
- Spokojnie, nie mam zamiaru cię rozbierać.
- Siedź sobie, rób co chcesz, ale ja nie wyjdę spod tej kołdry.
- Dlaczego?
- Bo jestem bez makijażu, a nikt oprócz Kevina i Marco nie wie i nigdy się nie dowie jak wyglądam.
- Nie chcesz to nie wychodź, nie wytrzymasz tam długo.
- Nie możesz przyjść jutro?
- Nudzi mi się.
- To rozbierz się i łachów pilnuj.
- Jak mówisz, że przestanę się nudzić to ok.
- Nie, przestań, żartowałam.
- Koszulkę już zdjąłem, szorty też, więc może wyjdziesz? Bo jeszcze jedna rzecz i będę zupełnie nagi.
- A co, jeśli Kevin teraz wejdzie?
- Śpi, a chyba dobrze wiesz, że jak on śpi to go nic ani nikt nie obudzi.
- Dobra, ubierz się z powrotem,  może wyjdę. - dlaczego on musiał być zawsze taki upierdliwy, pomyślała Lisa.
- Szorty założyłem, koszulkę założę jak wyjdziesz.
- Niech ci będzie - sama się zdziwiła, dlaczego tak szybko mu uległa. Odkryła kołdrę do połowy nie pokazując swojej piżamy, która niebyła odpowiednia. Zakryła szybko twarz rękoma.
- Lisa, uważasz, że tak będziemy rozmawiać? - założył koszulkę - Daj spokój, na pewno nie wyglądasz źle.
- Ech, żebyś się nie zdziwił - opuściła ręce i spojrzała na Juliana. Naprawdę irytowało ją to, że musi pokazywać się komuś bez jakiegokolwiek makijażu. Makijaż to była jej pewność siebie, której nabrała jeszcze więcej po stracie dziecka i partnera. Reakcji Draxlera obawiała się i wcale nie zdziwiła się, że patrzył się na nią z otwartą buzią i wielkimi oczami. - Mówiłam, że nie chcę, to teraz masz, będą ci się koszmary w nocy śniły. - spuściła głowę w dół.
- Nie, nie o to chodzi! Przecież - wstrzymał oddech zanim coś powiedział - ty wyglądasz cudownie! Masz idealną urodę, dlaczego ty to ukrywasz pod toną tapety?
- Daj spokój, nie będę o tym rozmawiać. Przywykłam już do tego, że nikt nie pochwala tego, jak teraz wyglądam więc może zmienimy temat?
- To wcześniej inaczej wyglądałaś?
- Jezu Julian proszę cię, skończmy już ten temat! Tak inaczej wyglądałam, nie malowałam się aż tak bardzo, inaczej się ubierałam, starczy? Naprawdę mógłbyś już wyjść? Nie mam już dziś ochoty na nic. - znów schowała się pod kołdrę. Nie wiedziała, dlaczego aż tak bardzo się zdenerwowała, zwykle panowała nad emocjami i wszystko znosiła w sobie, jednak nie miała siły już wracać to tych wszystkich wydarzeń po raz kolejny jednego dnia. Julian najwyraźniej zrozumiał, bo przestał zadawać pytania. Myślał tylko o tym, że nie bez powodu Lisa naskoczyła na niego, kiedy zapytał ją o taką błahostkę.
- Jak chcesz, gdybyś zmieniła zdanie, wiesz gdzie mnie szukać. - podszedł do drzwi i nacisnął na klamkę, kiedy Lisa ponownie się odezwała.
- Julian?
- Tak? - wyczuł, że zaczęła płakać.
- Obudź Kevina i poproś, żeby... Albo nie, nic mu nie mów, nie powinnam go martwić przed mundialem. Idź już, śpij dobrze. - pociągnęła nosem.
- Dobranoc - rzucił i wyszedł. Lisa nie chciała martwić Kevina, a zmartwiła Juliana, który naprawdę bardzo ją polubił i nigdy nie widział żeby płakała. Ba, przecież ona zawsze była szczęśliwa! Jednego był pewny, coś ją męczyło bo przecież kto normalny reaguje takie kiedy powie mu się o makijażu. Natomiast Lisa nie miała już sił do tego wszystkiego. Tak bardzo pragnęła mieć przy sobie synka o którym zawsze marzyła, że nie znosiła powrotu do tego wszystkiego. Daj sobie teraz z tym spokój, musisz wziąć się w garść, myślała. Nie teraz, nie teraz, kiedy najbliższa ci osoba spełnia największe marzenia.


Mieszanka emocji, nie wiem czy dobrze to zrobiłam, sami się przekonajcie i podzielcie się opinią w komentarzu :)

niedziela, 3 sierpnia 2014

16. 'Czasami zastanawiam się czy nie szybko'

Cztery dni do meczu, a Lisa już się bardo stresowała. Siedziała w swoim pokoju hotelowym i wypakowywała rzeczy z walizki, w tle leciał mecz Brazylii z Chorwacją. Większość z tych rzeczy to koszulki Niemiec, jakieś dodatki, szaliki, czapki, lubiła ubierać się jak kibic na mecz, a nie tak jak niektóre WAGs. Rozpakowując resztę rzeczy, ktoś zapukał do jej drzwi.
- Proszę! - jej głos rozległ się po całym pokoju. Do środka wszedł Kevin. Lisa od razu rzucała mu się na szyję, nie zważając na to, że nie zamknął drzwi.
- Tęskniłem - obrócił ją trzy razy w powietrzu.
- Ja też - stanęła na ziemi i pocałowała go.
- Co ci tak zimo? Przebieraj się i idziemy na plażę.
- W Dortmundzie nie było aż tak ciepło. - wyjęła stylową koszulę na ramiączka i krótka czarną spódniczkę  skórzaną. - Zamknij te drzwi no, w lesie mieszkasz?
- Czy mój dom przypomina Ci las? - zamknął je w końcu.
- Raczej ekskluzywny dom kibica, a nie piłkarza. - szybko się przebrała.
- Lisa, poczekaj chwilę - Kevin wziął ją za rękę i usiedli na kanapie. - Po co ci ten makijaż? Dlaczego nie możesz po prostu wrócić do swojego starego wyglądu?
- Lepiej się czuję teraz, uwierz mi. Zresztą znów zaczynasz ten temat. Powiedziałam Ci już, że nie zmienię tego jak wyglądam.
- Ale zrozum, że jesteś piękniejsza kiedy kładziesz się przy mnie w nocy. Bez tego nadmiernego makijażu i bez wyzywającego stroju.
- Sugerujesz, że mam mało wyzywający strój kiedy śpię z tobą? Mogę to zmienić - Kevin mimo wszystko zaśmiał się. - Przestań już pieprzyć o tym makijażu i chodźmy w końcu. Chcę zobaczyć tą piękną plażę. Skoro macie teraz wolne od treningów i możecie robić co chcecie, to weźmy Lisę i Romana, bardzo ją polubiłam.
- Nie martw się, zadbałem już o to wcześniej. - wyszli z pokoju hotelowego i zeszli na dół. Przy recepcji stał Roman z Lisą. Od razu podeszli do nich.
- Zawsze, ZAWSZE musisz się spóźniać Grosskreutz. Następnym razem jak będziesz nam kazał zejść za pięć minut to powiedz od razu, że to pięć minut będzie trwało o dziesięć dłużej. - Roman wrzeszczał na Kevina, kiedy Lisa witała się ze swoją imienniczką.
- Nie przejmuj się, wcale się nie nudziliśmy, wy jak sądzę też nie.
- Jak mnie dorwał tak się nie mógł oderwać.
- Cały Kevin! Ej Draxler się na nas patrzy, chociaż bardziej stawiałabym, że na Ciebie - zaśmiała się. Lisa rozejrzała się dokoła i po prawej stronie zobaczyła Juliana, który rozmawiał z Höwedesem. Właściwie to Benedikt coś mówił, a Julian najwyraźniej go nie słuchał. Lisa pomachała do niego i zrobiła wyraźny krok w jego stronę jednak on uśmiechnął się tylko i dał jej do zrozumienia gestem ręki, że ma zostać. - O co mu chodzi?
- Właśnie nie wiem do końca, ale nie ważne. Chodźmy może już. - powiedziała, jednak chłopaki byli dalej zajęci rozmową, więc weszła pomiędzy nich. - Cześć Roman - stanęła na palcach i pocałowała go w policzek.
- Może lepiej już pójdźmy - Kevin odciągnął Lisę za rękę.
- Zazdrosny? - Lisa i Roman zaczęli się śmiać.
- O niego mam być zazdrosny, błagam cię - parsknął ironicznym śmiechem.
- Dobra ja to sobie zapamiętam, nie dam ci już nigdy rękawic jak dostanę czerwoną.
- Nie już, przepraszam Roman nie rób mi tego. Wiesz jak cudownie stało się na bramce?
- Z nimi jak z dziećmi!
Przez najbliższe kilka minut byli pochłonięci rozmową, prawie cały czas się śmiali. Lisa szła brzegiem plaży trzymając Kevina za rękę. Zaczęła rozmyślać nad wszystkim możliwym, skupiając się na dwóch osobach. Nie mogła uwierzyć w to, że rok temu była w Londynie z mężczyzną, z którym planowała całe życie. A teraz? Jest zupełnie z kimś innym, w zupełni innym miejscu. Jednak była w stu procentach pewna, że jest to właściwa osoba.
- O czym tak myślisz? - zwrócił się do niej Kevin, kiedy Lisa z Romanem oddalili się nieco od nich.
- O nas. Nie sądziłam, że wszystko się zmieni. Strasznie szybko pozbierałam się po tym co przeszłam w ciągu tego roku. Czasami zastanawiam się czy nie szybko...
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Wiedziałeś kiedyś osobę, która w ciągu roku została zdradzona przez wieloletniego partnera, straciła dziecko. na nowo związała się z kimś innym i zaczęła nowe życie?
- Chcesz powiedzieć, że nie powinniśmy być razem?
- Nie, nie to miałam na myśli.
- A co? Bo to wynika z twojej wypowiedzi. - lekko się zdenerwował i puścił Lisę.
- Oj przestań, nie o to mi chodzi. Zastanawiałam się długo, czy poprawnie jest się wiązać z nowo poznaną osobą, zaledwie po pół roku od poprzedniego, poważnego związku. Ale po kilku miesiącach naszego związku, stało się dla mnie jasne, że naprawdę cię kocham i jesteś dla mnie ważny. - usiadła na piasku. Kevin zrobił to samo. - Mam nadzieję, że nie zepsuję tego.
- A dlaczego miałabyś to zepsuć?
- Sama nie wiem, chociażby tym, że się zmieniłam strasznie, nie musisz tego akceptować.
- Lisa - Kevin złapał ją za rękę i położył ją na sobie - niczego nie zepsujesz. Kocham cię i może nie podoba mi się to jak wyglądasz teraz, ale to nie jest ważne. Dla mnie najważniejsze jest twoje wnętrze, a to najpiękniejsza rzecz jaką mogłabyś mieć. Nie znam drugiej takiej kobiety, która byłaby tak bardzo silna jak ty. - wzruszyło ją to co powiedział. Stało się dla niej jasne, że nie ma się czego obawiać. Kochała go i wiedziała, że jest przy nim bezpieczna. Dzięki temu była najszczęśliwszą osoba na świecie.


Proszę bardzo, kolejny rozdział. Oby wam się spodobał, mam nadzieję, że skomentujecie, jakby coś, można z admina :)