poniedziałek, 28 lipca 2014

15. 'Zmądrzałeś wcześniej niż przypuszczałam'

Kiedy rodzice Marco wyszli, nastąpiła długa cisza. Ani Lisa. ani Marco nie chcieli się odzywać. Ona myślała głownie o jednym. Dlaczego Marco jest aż tak głupi i uległ manipulacji Lil? Natomiast on miał teraz przeróżne myśli. Właściwie to zaczął zastanawiać się czy aby Lisa, Kevin i jego rodzicie nie mieli racji. Jednak z drugiej strony nie mógł przyjąć do świadomości tego, że mogła by to zrobić Lil.
Lisa nie wytrzymała i po kilku minutach ciszy usiadła na drugim końcu kanapy na której leżał Marco.
- Po co to wszystko? - zaczęła.
- Co wszystko?
- Dlaczego myślisz, że to ja?
- Bo ufam Lil.
- Czyli mi już nie ufasz? - zabolały ją słowa Marco.
- Nie to miałem na myśli.
- A co? Marco, dlaczego się tak zachowujesz wobec mnie? Przecież to się w ogóle nie zgada. Skąd miałabym narkotyki? Przecież podobno Lil przestała brać, prawda? Więc nawet jeśli miałaby je gdzieś to zapewne tylko ona wiedziałaby, gdzie je ma. Zresztą ustalaliście, że możecie spróbować być razem jeśli ona zapewni ci, że przestanie brać.
- No właśnie, zapewniła.
- Ty dalej nic nie rozumiesz? Wiem, że się w niej zakochałeś, jednak spójrz na to z mojej strony. Kobieta zna kobietę bardziej niż mężczyzna. Wiem co ona próbuje zrobić, więc dlaczego nie chcesz mi zaufać? Chcę, żebyś był szczęśliwy, tak jak do tej pory.
- Jestem szczęśliwy. - zaczął obracać w rękach portfel, który wziął właśnie ze stolika, żeby się czymś zająć.
- Nie mając przyjaciół nie zyskasz szczęścia.
- Mam miłość - Lisa była już na skraju wyczerpania. Gdyby wiedziała jak będzie wyglądać ich rozmowa, nie przyszłaby do niego.
- Byłeś dla mnie jak brat. Teraz to już sama nie wiem kim dla mnie jesteś. Wiem, że jakbyś miał wybrać między mną, a nią to i tak...
- Cholera! - przerwał jej wypowiedź dziwnym krzykiem - Pieniądze zniknęły.
- No i dalej będziesz się upierał, że to nie ona? Ile miałeś?
- Coś około 500 euro, karty kredytowe, kurwa, aż trzy miałem, wszystkie zniknęły.
- Przeszukaj jej rzeczy.
- Ona nic u mnie nie ma, jakoś nie ciągnęło jej do mieszkania ze mną.
- A zna twój pin do karty?
- Nie mam pojęcia, ale raczej nie.
- Zobacz wyciągi z bankomatu, przelewy, zakupy, cokolwiek. Trzymaj - podała mu laptopa. Przeglądał coś przez chwilę, później zamknął laptopa, odłożył go na stolik, zdjął nogę z kanapy i usiadł wyprostowany. - Wypłaciła 500 euro. Więcej nie mogła bo mam limit ustawiony, wiesz dobrze.
- Zadzwoń na policję, zgłoś kradzież, złapią ją, nawet jak się wyprze to jakieś tam dowody będą. - Marco wziął telefon do ręki, jednak zanim wykręcił numer alarmowy, ktoś do niego zadzwonił.
- Halo? - Lisa zaczęła się przysłuchiwać rozmowie, nie słyszała osoby z drugiej strony telefonu. - Nie, nic takiego nie miało miejsca. Rozumiem, zaraz się z panią skontaktuję.
- O co chodzi?
- Dzwoniła babka z banku. Czujesz to, że Lil tam poszła i powiedziała, że jesteśmy spokrewnieni? Podobno chciała wypłacić wysoką sumę.
- No widzisz, masz już dowód. Teraz możesz zadzwonić na policję.
Marco ponownie wziął telefon i zaczął rozmawiać. Na ustach Lisy pojawił się uśmiech satysfakcji. W końcu Reus zostawi osobę, która tylko przeszkadzała mu ostatnio w życiu i nareszcie się pogodzą. Nie sądziła jednak, że nastanie to tak szybko, jak jednak widać, szczęście jej sprzyjało.
- Usiądź obok mnie - powiedział Marco kiedy skończył rozmawiać. Lisa przesunęła się na kanapie i oparła się o Marco. Reus objął ją ramieniem - Przepraszam Cię.
- Zmądrzałeś wcześniej niż przypuszczałam.
- Głupi byłem, że Ci nie wierzyłem, powinienem od razu wiedzieć, że nigdy byś mi czegoś takiego nie zrobiła.
- Czasami to twoje nogi mają więcej rozumu niż mózg.
- Tak, wiem... Zastanawiam się co teraz zrobię, bo ja chyba naprawdę coś więcej do niej czułem.
- Szybko się odkochasz,  już ja tego dopilnuję. - zaśmiała się.
- Ej, ale wybaczysz mi, prawda? - poczochrał ją po włosach.
- Nie powinnam, bo zraniłeś mnie, bardzo.
- Nie było widać tego po tobie.
- A czy po mnie cokolwiek widać? Dobrze mnie znasz i wiesz, że zawsze jak coś się dzieje, to wiedzą o tym nieliczni, albo trzymam to w sobie.
Rozmawiali bardzo długo, aż do przyjścia policji. Lisa przecież kochała Marco jak brata i nigdy nie zdarzały im się tak poważne kłótnie. Może nie trwało to długo, jednak było bolesne, szczególnie dla Lisy.
Plan na następny dzień był bardzo prosty. Lisa z samego rana spakowała wszystkie rzeczy na wyjazd, posiedziała chwilę z rodzicami i po godzinie 13 poszła do Marco. Chcieli zadzwonić do Kevina, żeby i on pogodził się z Marco. Lisa samolot do Brazylii miała dopiero o 19, także do tej pory było jeszcze sporo czasu.
- Marco, bierz laptopa, dzwonimy do Kevina - Lisa wpadła do domu Reusa.
- A może tak na początek 'Cześć Marco, tęskniłam za tobą, daj buziaka'?
- Buziaka to co najwyżej ty mi możesz dać. - usiadła obok niego i go przytuliła.
- Wiesz, że będzie sprawa o jej kradzież?
- To było do przewidzenia, szkoda tylko, że nie ma nikogo, kto zeznawałby na jej korzyść. W każdym bądź razie później się o to pomartwimy. Mam tylko nadzieję, że nikt z mediów się nie dowie.
- Ja też. Dobra, dzwonimy. - Otworzył laptopa, nacisnął na ikonkę skype i od razu pojawił się dostępny Grosskreutz. Zadzwonił.
- Zapewne będzie zdziwiony, że dzwonisz. Nic mu wczoraj nie mówiłam.
- To dobrze, jemu też należą się przeprosiny. - Kevin własnie odebrał.
- Cześć kochanie - Lisa zaczęła pierwsza, bo nie spodziewała się, że któryś z chłopaków zacznie rozmowę i miała rację.
- Co on tutaj robi?
- Kevin, daj spokój. Wszystko sobie wyjaśniliśmy, Marco zmądrzał szybciej niż myśleliśmy.
- No i co mam ci powiedzieć? - zwrócił się do Marco - Dalej jesteś dupkiem, jak mogłeś myśleć, że to wszystko to wina Lisy? Znam ją dużo krócej niż ty, a umiałem jej zaufać.
-Kevin, ale...
- Lisa, daj spokój, wiem o co mu chodzi i co teraz czuje. Niech sobie powjeżdża na mnie, zniosę to jakoś. - przez chwilę panowała cisza, po czym Lisa zaczęła się śmiać. Jednak żadnego z nich to nie ruszyło, więc Kevin przez dobrych pięć minut wyzywał Marco od najgorszych. Kiedy już przestał, Reus opowiedział mu całą historię. Później Kevin znów wygłosił swoją przemowę na temat tego jaki był głupi, że zaufał jakiejś narkomance.
- Tęsknię za Tobą - Lisa przerwała ich rozmowę.
- Ja za Tobą też. Już niedługo.
- Proszę was, wiecie, że nie mogę tam być.
- Wybacz Marco.
- Brakuje nam tu Ciebie, ale zobaczysz wygramy ten mundial!
- Trzymam za was kciuki.
Rozmawiali jeszcze przez chwilę. Jednak Lisa musiała już wracać i przygotować się na odlot. Bardzo się cieszyła, że poleci do Brazylii. Nigdy tam nie była, a zachwycało ją to państwo. Już nie mogła się doczekać.


Jak widzicie, szybko się wszystko wyjaśniło. Nie chciałam tego przeciągać, później będzie jeszcze ciekawiej :D Mam nadzieję, że wam się podoba. Komentujcie :)

środa, 23 lipca 2014

14. 'Nie znasz się Lisa. Lubię na siebie patrzeć'

- Po co ci te zdjęcia? Nie starczają ci te wszystkie co robią na początek sezonu albo do jakiejś gazety?
- Nie znasz się Lisa. Lubię na siebie patrzeć - Draxler zaśmiał.
- Jeszcze mundial zaraz masz, też będzie masa zdjęć. Próżny jesteś.
- Nie prawda, po prostu uważam, że jestem przystojny, miły, zabawny, czarujący...
- ... głupi, zarozumiały, BARDZO skromny - Lisa dodała z sarkazmem. Miała dzisiaj bardzo dobry humor, mimo tego, że Marco doznał kontuzji i nie będzie mógł zagrać na mistrzostwach. Martwiła się o niego, chociaż dalej byli pokłóceni.
- I tak mnie kochasz - uśmiechnął się zadziornie.
- Wybacz, zostanę przy Kevinie.
- W Brazylii pochodzimy trochę, muszę mieć kilka pamiątek.
- Jak byś nie mógł zrobić sobie kilka selfies.
- Wolę profesjonalne zdjęcia - puścił jej oczko.
- Dobra, zamknij się już, do roboty się weź. Stań prosto, lewą rękę wyciągnij przed siebie.
- Tak dobrze?
- A piłkę gdzie masz?
- A może dzisiaj z jakimś innym rekwizytem popracujemy? - wyjął różę z wazonu i uklęknął. Lisa robiła mu zdjęcia, jedno po drugim. Bardzo polubiła Juliana, jednak uważała, że jest bardzo bezczelny.
- O której jutro lecisz do Brazylii?
-  Lecę dopiero pojutrze. I tak mecze są dopiero za 4 dni, nie potrzebujesz mnie, nie?
- Ty i tak masz więcej wolnego niż dni w pracy - zaśmiał się - Przecież jak jesteśmy tutaj, to mogę do ciebie dzwonić zawsze bo i tak przyjedziesz.
- Daleko nie mam, zresztą to moja praca. Jeśli chcesz wiedzieć to przyjeżdżam do Ciebie bardziej dlatego, że się zaprzyjaźniliśmy niż dlatego, że u Ciebie pracuję.
- Aż tak bardzo się do mnie przywiązałaś?
- Nigdy nie sądziłam, że tak bardzo polubię piłkarza Schalke. Zostaw ich, idź do klubu który lubię.
- No nie wiem, na razie raczej ich nie opuszczę. Kocham ten klub.
- Ech, zły Julian, zły...
- Co zamierzasz robić przez następne dwa dni? - zmienił temat.
- Jeden dzień z rodzicami, drugi u Marco, o ile... No tak - Lisa westchnęła, na co Julian od razu zareagował.
- Coś się stało?
- Nie, nic...
- No przecież mi możesz powiedzieć. - Lisa usiadła na kanapie obok Juliana.
- Pokłóciliśmy się ostatnio.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz.
- Prawda, ale nie wyglądało to na zwykłą przyjacielską kłótnie, było dużo gorzej niż zwykle.
- Zawsze uważałem, że kiedy chłopak kłóci się z dziewczyną, to zazwyczaj większa wina w tym chłopaka.
- Możliwe, jednak odkąd znalazł sobie dziewczynę jest zupełnie inny.
- Jak to? Ma kogoś? Nie chwalił się.
- Ta, typowa laska, która uwiodła piłkarza, żeby mieć kasę i zdobyć sławę. Proszę cię, nienawidzę jej. Spędza z nią każdą wolną chwilę, nie ma kompletnie czasu dla nikogo. Ostatnio przez nią nie przyszedł na trening. - Lisa nie chciała mu mówić o narkotykach. Znała go dopiero trzy miesiące, nie wiedziała czy może mu do końca zaufać.
- No nie było ciekawie. Löw się zdenerwował. Dzwonił do niego, nie odbierał, później na nas się wyżył.
- Och... Nie mam już siły do niego. - spuściła głowę.
- Nie martw się - przytulił ją - wszystko się jakoś ułoży, zobaczysz.
- Mam nadzieję...



Dzień z rodzicami wyglądał w sumie tak samo jak każdy. Lisa kochała swoich rodziców bardzo, starała poświęcać się im dużo czasu. Jednak tęskniła za Marco i to bardziej niż zwykle. Nie chciała dłużej czekać, jeszcze chwila i zwariowałaby. Założyła koturny i wyszła z domu, puszczając uszami to co przed chwilą powiedzieli jej rodzice. Ciągle ta sama gadka. Zbyt wyzywająco się ubierasz, mogłabyś to zmienić. Kiedyś lepiej wyglądałaś, teraz robisz się na jakąś lafiryndę. Jej rodzice kompletnie nie akceptowali tego, co zrobiła ze swoim wizerunkiem, zresztą nie tylko oni. Zawsze ładnie ubrana, piękna sukienka, lub inny elegancki strój. Od niedawna same mini, wyzywające dekolty, ostry makijaż, lubiła tą metamorfozę. Zaczęła myśleć o tym co powiedzieć Marco, kiedy już jej otworzy. Ba! O ile w ogóle otworzy. Miała tylko nadzieję, że będzie sam. Wprowadziła kod do mieszkania Ruesa i już miła wejść do domu, kiedy w drzwiach stanął ojciec Marco. Lisa odetchnęła z ulgą. Państwo Reus zawsze byli wobec niej bardzo mili, więc miała przynajmniej pewność, że uda jej porozmawiać, jak nie z Marco to z nimi.
- Yyy, a pani to do kogo? - Lisa wytrzeszczyła oczy. Myślała, że pan Thomas sobie z niej żartuje. Jednak po chwili zorientowała się, że nie widzieli się ponad 5 lat, a przecież ostatnio dużo pozmieniała w swoim wyglądzie.
- Lisa Bochmann, proszę pana - uśmiechnęła się szeroko. Znała się z rodzicami Marco bardzo dobrze, jednak po mimo nalegań nigdy nie zwróciła się do nich na 'ty'.
- Matko kochana! Marco nic nie wspominał, że wróciłaś. Strasznie się zmieniłaś. - zmarszczył czoło.
- Długa historia, mogę wejść?
- Pewnie, śmiało, Manuela jest w środku, ja muszę na chwilę wyjść, się przewietrzyć. - nie wyglądał na zadowolonego. Czyżby Marco już coś wspomniał o Lil? Weszła do salonu. Marco siedział opaty o ramię kanapy z nogą w gipsie wyciągniętą ku drugiemu ramieniu.
- Martwię się o Ciebie Marco. - mówiła Manuela, która stała przy oknie.
- Ależ kompletnie nie ma potrzeby, świetnie sobie radzę.
- Przez ostatnie dwa miesiące nie dawałeś znaku życia.
- Naprawdę wszystko jest w porządku - upierał się Marco. Najwyraźniej nike nie spostrzegł tego, że Lisa weszła do środka, więc przerwała ich rozmowę.
- Dzień dobry! - powiedziała optymistycznie. Manuela i Marco automatycznie odwrócili się w jej stronę.
- Co ty tu robisz? Nikt cię nie zapraszał. - Marco powiedział oschle.
- Lisa? To ty? - mam Marco bardziej pamiętała Lisę niż jego tata.
- Tak to ja. - uśmiechnęłam się.
- Nic nie mówiłeś, że wróciła. Chodź tu do mnie, muszę cię wyściskać! - pani Manuela przytuliła mocno Lisę. - Zmieniłaś się bardzo.
- Możesz nie wyjść?
- Marco co się z tobą dzieje? Przyjaźnicie się od dziecka, a ty tak po prostu ją wyrzucasz?
- Mam chyba swoje powody.
- Dobrze w porządku, wyjdę, ale najpierw zrobię swoje. Nie zostawię tak tego. Jeśli nie chcesz pomocy od przyjaciół to może rodzina ci pomoże.
- O czym ty mówisz? - Manuela zapytała Lisę.
- Marco państwu nic nie powiedział, prawda?
- Zamknij się do cholery! - przez chwilę Lisa zastanawiała się czy Marco nie jest znów pod wpływem narkotyków, ale później zrozumiała, że Lil go strasznie zmieniła. Nigdy nie zachowywał się tak w stosunku o niej.
- Co tu się dzieje? - Thomas wrócił do domu.
- Marco ewidentnie coś zrobił o czym nie chce nam powiedzieć, jednak Lisa chyba zna historię.
- Więc opowiadaj.
Lisa zaczęła swoją historię. Opowiedziała wszystko dokładnie zaczynając od tego, jak Marco zawsze był czymś zajęty kiedy do niego dzwoniła, kończąc na jego ostatnim ataku i oskarżeniach. Oczywiście nie obyło się bez przerywania Reusa, który wcinał się co słowo, do czasu kiedy jego ojciec nie zwrócił mu uwagi. Rodzice Marco byli wyraźnie zaniepokojeni jak i zdziwieni. Zresztą nie ma się im co dziwić. Piłkarz, który bierze narkotyki? To nie szło w parze.
- Ty jesteś chyba jakiś chory na umyśle! Jak ty chcesz dalej grać w piłkę? Chcesz zmarnować sobie życie? Marco co ty robisz do cholery!?
- Tato... To było tylko raz.
- Ale to się może powtórzyć, sam dobrze wiesz, że każdy kiedy próbuje, ciągnie go dalej.
- Tylko, że ja sam tego nie wziąłem, Lisa wam przecież powiedziała, że mi to wrzuciła.
- Powiedziała, że twoja dziewczyną sama to zrobiła, a ją o to oskarżyła, więc nie przekręcaj tego!
- Ja jej nie wierzę.
- Nie wierzysz osobie z którą przeżyłeś do tej pory całe życie, a wierzysz komuś kogo znasz zaledwie kilka miesięcy? - Manuela wściekła się na Marco.
- Spokojnie, raz mi to powiedział i zdążyłam do tego przywyknąć. Kevin powiedział, że on jest strasznie zakochany, dlatego widzi wszystko co złe w innych, a nie w tym w kim powinien widzieć.
- Myślałem, że chociaż on mi został, bo na was widzę, że nie można już liczyć.
- Jak zmądrzejesz to dopiero będziesz mógł na nas liczyć. Wpadniemy do Ciebie kiedy indziej, myślę, że powinieneś porozmawiać z kimś, równie ci bliskim. Trzymaj się Lisa - Manuela puściła jej oczko - Odezwij się czasem - i wyszła razem z mężem z domu syna.


Macie drugi rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba, liczę na komentarze, to motywuje.Więc tak, jest mała zmiana w pierwszym, pisałam tamten rozdział dawno i ze względu na moje uczucia do Lewego, wzięłam go tam jako piłkarza nielubianego przez Lisę. Na szczęście nie ma go i zmieniony został na Hummelsa, pierwszy lepszy.  Zapraszam :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

13. 'Zakochał się na zabój'

3 czerwca 2014, Dortmund

Ludzie popełniają błędy, potem chcą je naprawić, przez co ostatecznie się zmieniają. Nie wiem czy ja tych błędów popełniłam dużo, ale najgorszym z nich było to, że się ciągle chowałam i nie chciałam sobie pomóc. Wiadomo przecież, że często słyszy się o kimś kto stracił dziecko. Jednak ludzie nie załamują się po tym i po raz kolejny starają się o nie. Jednak moja sytuacja, nie była taka prosta. Dlatego stwierdziłam, że może metamorfoza da mi więcej pewności w siebie. Zaczęłam ubierać  i malować się bardziej wyzywająco. Niestety nie podoba się to praktycznie nikomu, ale trudno, moje życie moje wybory. Nie interesowało mnie zdanie innych.
Stwierdziłam, że skoro zmieniam wszystko w życiu, to warto byłoby też znaleźć nową pracą. Szukałam w internecie przeróżnych ogłoszeń. Niestety nic mi nie przypadło do gustu. Na szczęście Reus pomyślał za mnie. Zapytał się fotografów Borussii czy nie potrzebują nikogo. W BVB mieli akurat komplet. Jednak fotograf jak to fotograf, wkręty ma wszędzie gdzie się da, szczególnie fotograf sportowy. Powiedzieli Marco, że w Schalke szukają osobistego fotografa dla Juliana Draxlera. Nie  zastanawiając się długo zawitałam w Gelsenkirchen i odwiedziłam swoich odwiecznych rywali. Byłam zadowolona bo mnie przyjęli. Od razu po rozmowie z prezesem Schalke poznałam Juliana, bardzo sympatyczny człowiek. Sama się sobie dziwiłam, że mogłabym kiedykolwiek pracować w klubie którego nigdy sympatią nie darzyłam. Jednak zawsze marzyłam o takiej pracy, nie ważne dla kogo.
Jedną tak naprawdę z najważniejszych rzeczy, która zdarzyła się w ciągu tych kilku miesięcy to owo sytuacja z  Marco. W końcu powiedział nam tajemnicę którą ukrywał od dawna. Jego nocne wypady do klubów skończyły się poznaniem nowej osoby. Osobiście mi się ona nie podoba. Ma na imię Cathrin, była modelką. Jednak wydaje mi się, że ta znajomość nie wróży dobrze. Dziewczyna ma problem z narkotykami. Boję się, że będzie chciała wykorzystać Marco i jest z nim tylko po to, żeby mieć kasę na dragi. W każdym bądź razie to życie Reusa. Niech robi co chce.
Przez ten okropny okres, wielkim wsparciem był dla mnie Kevin. To niesamowite jak bardzo pomógł mi człowiek z którym na początku nie umiałam się dogadać i którego uważałam za kobieciarza. Jest w tym momencie jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Nie miałam pojęcia, że nasze relacje mogą dojść do takiego stopnia. Mam nadzieję, że nie okaże się takim idiotą jak James. Kevin w końcu pomyślał, że warto by było przedstawić mnie zawodnikom z Borussii. Większość z nich była bardzo sympatyczna. Jednak od początku dwóch zawodników nie przypadło mi do gustu. Hummels i Bender - takie dwa dupki zadufane w sobie. Grosskreutz mnie przekonywał, że nie są tacy jak ich odbieram, ale jakoś mu nie wierzę. No cóż zobaczymy co będzie dalej.
Wszystko znów nabrało kolorów. Jedyne co mnie nie pociesza, to wyjazd Karen z Dortmundu do Austrii. Oczywiście, jej awans to genialna wiadomość, ale fakt, że po moim pięcioletnim pobycie w Londynie, byłyśmy ze sobą blisko niecały rok, nie pociesza ani trochę. Jednak to genialna szansa dla niej, mam nadzieję, że jej nie zmarnuje i rozwinie się.


Myślę, że to ostatni wpis tutaj. Zaczynam nowe życie, z kimś innym u boku, kto na pewno nie skrzywdzi mnie tak bardzo jak ten poprzedni. Zero wspomnień, zero złych myśli. Nabieram optymizmu, mam nadzieję, że bez żądnym zwątpień.

Lisa zamknęła swój dziennik i wiedziała już dobrze co z nim zrobi. Na pewno go nie zostawi. Nie chce go otwierać za kilka lat i znów wracać do tych koszmarnych dni. Spalić, bo co innego rozwieje człowieka, który tak bardzo ją skrzywdził? Lubiła zapisywać sobie ich wspólne przeżycia. Uśmiechała się, gdy później to czytała, ale nie teraz. Teraz to czas zupełnie inny. Nie chce go zmarnować w ani jednej sekundzie.
Siedziała w domu Großkreutz i czekała na jego powrót. Niedługo miał wrócić z treningu reprezentacji. Nie, nie mieszkali razem na razie, ale był w tym momencie dla niej najbliższy. Dzięki niemu poczuła, że życie dalej może ułożyć się pięknie, bez żadnych przeszkód. Byli razem już od pół roku. Lisa kochała go i miała nadzieję, że będzie tak już do końca.
Miała teraz tylko jedno zmartwienie - bała się o Marco. Nie akceptowała jego dziewczyny, której nie dało się inaczej nazywać niż narkomana. Naprawdę nie rozumiała tego jak taki rozsądny chłopak mógł się spotykać z taką osobą.
Usłyszała dźwięk otwierających się drzwi. Nie spodziewała się nikogo innego poza Kevinem. A jednak, zdziwiła się bardzo kiedy zobaczyła Marco w salonie, który miał podbite prawe oko.
- Jezu, co ci się stało? - Lisa podbiegła do niego szybko i dotknęła jego policzka i powieki. Jednak on odepchnął jej rękę.
- Jest Kevin? - nie odpowiedział jej, nie chciał nic powiedzieć. Chwile panowała cisza, bo Lisa nie wiedziała co ma powiedzieć. Przecież Kevin był na treningu, na tym samym treningu, na którym powinien być Marco, a Marco tam teraz nie ma. - Pytam się do cholery czy jest Kevin!? - wrzasnął tak, że Lisa odsunęła się od niego. Pierwszy raz widziała go w takim stanie. Był rozwścieczony, nieopanowany.
- Jest na treningu. Ty też powinieneś tam być.
- W dupie mam to gdzie powinienem teraz być. Przed chwilą prawie zabiłem człowieka, rozumiesz!? - Lisę zamurowało. Nie wiedziała co ma zrobić. Marco usiadł na kanapie i zakrył się rękoma. - Nie wiem jak to się stało. On szedł i wpadł na mnie. - wziął pilota do ręki i rzucił nim o ścianę. Wydawał różne dziwne dźwięki jakby coś go bardzo zdenerwowało. Jego piski przerwał głos Kevin, który właśnie wszedł do domu.
- Wróciłem, kochanie! - Lisa od razu pobiegła w jego stronę. Przytuliła go mocno
- Kevin! - wrzasnęła - Marco jest coś nie tak. Siedzi na kanapie, ma podbite oko i mówi, że przed chwilą prawie zabił człowieka.
- Co ty mówisz? - Kevin zdjął torbę, rzucił ją w kąt i poszedł do salonu. Kiedy Marco go zobaczył od razu zaczął swój monolog.
- Kevin, musimy pogadać, teraz.
- Stary, spokojnie, najpierw powiedz, czemu cię nie było na treningu. Löw się porządnie wkurzył. Przez cieb...
- Przestań pieprzyć o tym treningu! Mam większe zmartwienia, rozumiesz? Chodź na górę, albo najlepiej wyjdźmy gdzieś.
- Przecież, możemy tutaj porozmawiać.
- Nie powiem Ci nic przy niej. - wskazał palcem na Lisę.
- Co ty mówisz? Przecież to jest twoja najlepsza przyjaciółka.
- Była przyjaciółka, a właściwie to wróg od niedawna. Chodź już - pociągnął go za bluzę i wyszli z domu.
Lisa była w szoku. Zaczęła płakać, kompletnie nie wiedziała co się dzieje. Co takiego zrobiła Marco, że nazwał ją swoim wrogiem? Przecież przyjaźnili się od dziecka, prawie w ogóle się nie kłócili, a on nagle mówi jej coś takiego.
Natomiast dla Marco liczyła się w tym momencie tylko miłość, której chciał poświecić najwyraźniej wszystko.
- Kevin, ja... Chyba jestem lub byłem pod wpływem narkotyków
- Co takiego!? - Kevin krzyknął tak, że kilka osób odwróciło się w ich stronę. Na szczęście nikt ich nie poznał, bo mieli kaptury na głowach i byli schowani wgłąb bluzy.
- Nie wiem co mi było, chyba miałem po tym dziwne ataki, gadałem co popadnie, krzyczałem, piszczałem, coś takiego. Mam jakieś przebłyski. Tylko najgorsze w tym wszystkim jest to, że... że to wszystko przez Lisę.
- Jak to przez Lisę, co ty pieprzysz?
- Gadałem z Lil, powiedziała mi, że była wczoraj u niej Lisa, a właściwie u nas w trakcie naszego treningu i wzięła od niej kilka saszetek. Nie wnikałem w szczegóły. Zanim poszedłem do Ciebie, bo trochę to trwało zanim się uspokoiłem, Lil zdążyła jeszcze dodać, że Lisa rzuciła jej na pożegnanie 'Mam nadzieję, że wasz związek już długo nie potrwa' Nie wiem czy ona mi coś dosypała, czy co, ale była u mnie rano, gadaliśmy, pamiętam tyle, że piliśmy chyba sok pomarańczowy. Później ocknąłem się dopiero... chyba dopiero jak trafiłem do Ciebie. Właściwie to kompletnie nic nie pamiętam, oprócz tego, że w trakcie tej fazy, zacząłem gadać do siebie, że powinienem iść do Kevina i chyba dobrze się stało, że tutaj trafiłem. Nie wiem co robiłem cały dzisiejszy dzień... - Marco westchnął głęboko. Ciężko mu było uwierzyć, że jego najlepsza przyjaciółka mogła mu zrobić coś takiego.
- Nie, Marco, tego na pewno nie zrobiła Lisa. Jestem pewny. Raczej bardziej uwierzyłbym w to, że to Lil Cię okłamała.
- Großkreutz, błagam, kocham ją, nie mogłaby...
- Znasz ją kilka miesięcy, Lisę znasz całe życie, a uważasz bardziej Lil? Żałosny jesteś.
- Skąd masz taką pewność, że to wina Lil? Nienawidzisz jej i to tylko dla tego.
- Jak zmądrzejesz to zadzwoń, bo na razie chyba nie mamy o czym rozmawiać - Kevin odwrócił się i ruszył w stronę domu. Marco wykrzykiwał za nim jeszcze kilka zdań, ale ten go nie słuchał. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Marco był przekonany, że to Lisa mu podrzuciła dragi. Przecież nie miał żadnych dowodów. A Kevin... Kevin nie miał pojęcia co tak naprawdę się stało, ale nie mógł pozwolić żeby jego dziewczyna była traktowana w taki sposób.
Wszedł do mieszkania. Zdjął buty, bluzę powiesił na wieszak. Nie czuł się komfortowo, bo od razu po treningu został wyciągnięty z domu. Nie miał nawet chwili, żeby się odświeżyć, ale nie to teraz było najważniejsze. Poszedł do salonu, w którym leciała jakaś spokojna piosenka. Lisa siedziała na kanapie i przeglądała zdjęcia w swoim aparacie. Kevin podszedł bliżej i zobaczył, że oglądała te, z ostatnich świąt. Dzień u rodziców Lisy, dzień u rodziców Kevina, dzień u Marco i Lil u których był jeszcze Roman ze swoją dziewczyną. Ten ostatni dzień był inny niż te dwa poprzednie. Każdy wspominał swoje dawne czasy. Kevin usiadł obok Lisy. Wziął jej aparat i wyłączył go. Lisa przytuliła się do niego.
- Nie martw się... Zgłupiał kompletnie. Myślałem, że jest inny, naprawdę. Zakochał się na zabój, dosłownie.
- Powiedział ci przynajmniej o co mu o co mu chodzi?
- Podobno byłaś rano u niego. Stwierdził, że wzięłaś o Lil jakieś drągi i dosypałaś mu do soku. Mówił jeszcze, że rzuciłaś do Lil tekst typu 'Postaram się żeby ten związek już dłużej nie potrwał' Miał po tych dragach taką fazę, że nie wiedział co się z nim dzieje. Wygadywał jakieś głupstwa, krzyczał, piszczał.
- Może dlatego mówił, że prawie kogoś zabił. Tylko dalej nie wiem co z jego podbitym okiem.
- Pewnie nigdy się nie dowiemy. Nie zrobiłaś tego, prawda?
- Kevin, to mój przyjaciel, nie popieram jego związku, ale nie mogłabym mu zrobić czegoś takiego.
- Kiedyś będzie Cię przepraszał, zobaczysz. Proszę Cię nie przejmuj się już. - pocałował ją.
Lisa miała szczęście, poznając Kevina. Tylko w nim miała teraz wsparcie. Zastanawiało ją tylko jedno... Dlaczego po otwarciu nowego rozdziału w życiu, coś znów musiało się spieprzyć?


Wróciłam! Mam dla was drugą część opowiadania, mam nadzieję, że się cieszycie. Nie jestem zadowolona z tego rozdziału, napisałam pół i stwierdziłam, że przerobię to w narrację 3 osoby, dlatego musiałam zmienić na wpis do dziennika, co ani trochę mnie nie satysfakcjonuje. Liczę na wasze opinie w komentarzach. Zapoznajcie się z bohaterami i jeśli nie czytaliście pierwszej części to jak najbardziej zapraszam do czytania, link macie w zakładkach pod nagłówkiem :) BRAVO DEUTSCHLAND!