- Po co ci te zdjęcia? Nie starczają ci te wszystkie co robią na początek sezonu albo do jakiejś gazety?
- Nie znasz się Lisa. Lubię na siebie patrzeć - Draxler zaśmiał.
- Jeszcze mundial zaraz masz, też będzie masa zdjęć. Próżny jesteś.
- Nie prawda, po prostu uważam, że jestem przystojny, miły, zabawny, czarujący...
- ... głupi, zarozumiały, BARDZO skromny - Lisa dodała z sarkazmem. Miała dzisiaj bardzo dobry humor, mimo tego, że Marco doznał kontuzji i nie będzie mógł zagrać na mistrzostwach. Martwiła się o niego, chociaż dalej byli pokłóceni.
- I tak mnie kochasz - uśmiechnął się zadziornie.
- Wybacz, zostanę przy Kevinie.
- W Brazylii pochodzimy trochę, muszę mieć kilka pamiątek.
- Jak byś nie mógł zrobić sobie kilka selfies.
- Wolę profesjonalne zdjęcia - puścił jej oczko.
- Dobra, zamknij się już, do roboty się weź. Stań prosto, lewą rękę wyciągnij przed siebie.
- Tak dobrze?
- A piłkę gdzie masz?
- A może dzisiaj z jakimś innym rekwizytem popracujemy? - wyjął różę z wazonu i uklęknął. Lisa robiła mu zdjęcia, jedno po drugim. Bardzo polubiła Juliana, jednak uważała, że jest bardzo bezczelny.
- O której jutro lecisz do Brazylii?
- Nie znasz się Lisa. Lubię na siebie patrzeć - Draxler zaśmiał.
- Jeszcze mundial zaraz masz, też będzie masa zdjęć. Próżny jesteś.
- Nie prawda, po prostu uważam, że jestem przystojny, miły, zabawny, czarujący...
- ... głupi, zarozumiały, BARDZO skromny - Lisa dodała z sarkazmem. Miała dzisiaj bardzo dobry humor, mimo tego, że Marco doznał kontuzji i nie będzie mógł zagrać na mistrzostwach. Martwiła się o niego, chociaż dalej byli pokłóceni.
- I tak mnie kochasz - uśmiechnął się zadziornie.
- Wybacz, zostanę przy Kevinie.
- W Brazylii pochodzimy trochę, muszę mieć kilka pamiątek.
- Jak byś nie mógł zrobić sobie kilka selfies.
- Wolę profesjonalne zdjęcia - puścił jej oczko.
- Dobra, zamknij się już, do roboty się weź. Stań prosto, lewą rękę wyciągnij przed siebie.
- Tak dobrze?
- A piłkę gdzie masz?
- A może dzisiaj z jakimś innym rekwizytem popracujemy? - wyjął różę z wazonu i uklęknął. Lisa robiła mu zdjęcia, jedno po drugim. Bardzo polubiła Juliana, jednak uważała, że jest bardzo bezczelny.
- O której jutro lecisz do Brazylii?
- Lecę dopiero pojutrze. I tak mecze są dopiero za 4 dni, nie potrzebujesz mnie, nie?
- Ty i tak masz więcej wolnego niż dni w pracy - zaśmiał się - Przecież jak jesteśmy tutaj, to mogę do ciebie dzwonić zawsze bo i tak przyjedziesz.
- Daleko nie mam, zresztą to moja praca. Jeśli chcesz wiedzieć to przyjeżdżam do Ciebie bardziej dlatego, że się zaprzyjaźniliśmy niż dlatego, że u Ciebie pracuję.
- Aż tak bardzo się do mnie przywiązałaś?
- Nigdy nie sądziłam, że tak bardzo polubię piłkarza Schalke. Zostaw ich, idź do klubu który lubię.
- No nie wiem, na razie raczej ich nie opuszczę. Kocham ten klub.
- Ech, zły Julian, zły...
- Co zamierzasz robić przez następne dwa dni? - zmienił temat.
- Jeden dzień z rodzicami, drugi u Marco, o ile... No tak - Lisa westchnęła, na co Julian od razu zareagował.
- Coś się stało?
- Nie, nic...
- No przecież mi możesz powiedzieć. - Lisa usiadła na kanapie obok Juliana.
- Pokłóciliśmy się ostatnio.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz.
- Prawda, ale nie wyglądało to na zwykłą przyjacielską kłótnie, było dużo gorzej niż zwykle.
- Zawsze uważałem, że kiedy chłopak kłóci się z dziewczyną, to zazwyczaj większa wina w tym chłopaka.
- Możliwe, jednak odkąd znalazł sobie dziewczynę jest zupełnie inny.
- Jak to? Ma kogoś? Nie chwalił się.
- Ta, typowa laska, która uwiodła piłkarza, żeby mieć kasę i zdobyć sławę. Proszę cię, nienawidzę jej. Spędza z nią każdą wolną chwilę, nie ma kompletnie czasu dla nikogo. Ostatnio przez nią nie przyszedł na trening. - Lisa nie chciała mu mówić o narkotykach. Znała go dopiero trzy miesiące, nie wiedziała czy może mu do końca zaufać.
- No nie było ciekawie. Löw się zdenerwował. Dzwonił do niego, nie odbierał, później na nas się wyżył.
- Och... Nie mam już siły do niego. - spuściła głowę.
- Nie martw się - przytulił ją - wszystko się jakoś ułoży, zobaczysz.
- Mam nadzieję...
Dzień z rodzicami wyglądał w sumie tak samo jak każdy. Lisa kochała swoich rodziców bardzo, starała poświęcać się im dużo czasu. Jednak tęskniła za Marco i to bardziej niż zwykle. Nie chciała dłużej czekać, jeszcze chwila i zwariowałaby. Założyła koturny i wyszła z domu, puszczając uszami to co przed chwilą powiedzieli jej rodzice. Ciągle ta sama gadka. Zbyt wyzywająco się ubierasz, mogłabyś to zmienić. Kiedyś lepiej wyglądałaś, teraz robisz się na jakąś lafiryndę. Jej rodzice kompletnie nie akceptowali tego, co zrobiła ze swoim wizerunkiem, zresztą nie tylko oni. Zawsze ładnie ubrana, piękna sukienka, lub inny elegancki strój. Od niedawna same mini, wyzywające dekolty, ostry makijaż, lubiła tą metamorfozę. Zaczęła myśleć o tym co powiedzieć Marco, kiedy już jej otworzy. Ba! O ile w ogóle otworzy. Miała tylko nadzieję, że będzie sam. Wprowadziła kod do mieszkania Ruesa i już miła wejść do domu, kiedy w drzwiach stanął ojciec Marco. Lisa odetchnęła z ulgą. Państwo Reus zawsze byli wobec niej bardzo mili, więc miała przynajmniej pewność, że uda jej porozmawiać, jak nie z Marco to z nimi.
- Yyy, a pani to do kogo? - Lisa wytrzeszczyła oczy. Myślała, że pan Thomas sobie z niej żartuje. Jednak po chwili zorientowała się, że nie widzieli się ponad 5 lat, a przecież ostatnio dużo pozmieniała w swoim wyglądzie.
- Lisa Bochmann, proszę pana - uśmiechnęła się szeroko. Znała się z rodzicami Marco bardzo dobrze, jednak po mimo nalegań nigdy nie zwróciła się do nich na 'ty'.
- Matko kochana! Marco nic nie wspominał, że wróciłaś. Strasznie się zmieniłaś. - zmarszczył czoło.
- Długa historia, mogę wejść?
- Pewnie, śmiało, Manuela jest w środku, ja muszę na chwilę wyjść, się przewietrzyć. - nie wyglądał na zadowolonego. Czyżby Marco już coś wspomniał o Lil? Weszła do salonu. Marco siedział opaty o ramię kanapy z nogą w gipsie wyciągniętą ku drugiemu ramieniu.
- Martwię się o Ciebie Marco. - mówiła Manuela, która stała przy oknie.
- Ależ kompletnie nie ma potrzeby, świetnie sobie radzę.
- Przez ostatnie dwa miesiące nie dawałeś znaku życia.
- Naprawdę wszystko jest w porządku - upierał się Marco. Najwyraźniej nike nie spostrzegł tego, że Lisa weszła do środka, więc przerwała ich rozmowę.
- Dzień dobry! - powiedziała optymistycznie. Manuela i Marco automatycznie odwrócili się w jej stronę.
- Co ty tu robisz? Nikt cię nie zapraszał. - Marco powiedział oschle.
- Lisa? To ty? - mam Marco bardziej pamiętała Lisę niż jego tata.
- Tak to ja. - uśmiechnęłam się.
- Nic nie mówiłeś, że wróciła. Chodź tu do mnie, muszę cię wyściskać! - pani Manuela przytuliła mocno Lisę. - Zmieniłaś się bardzo.
- Możesz nie wyjść?
- Marco co się z tobą dzieje? Przyjaźnicie się od dziecka, a ty tak po prostu ją wyrzucasz?
- Mam chyba swoje powody.
- Dobrze w porządku, wyjdę, ale najpierw zrobię swoje. Nie zostawię tak tego. Jeśli nie chcesz pomocy od przyjaciół to może rodzina ci pomoże.
- O czym ty mówisz? - Manuela zapytała Lisę.
- Marco państwu nic nie powiedział, prawda?
- Zamknij się do cholery! - przez chwilę Lisa zastanawiała się czy Marco nie jest znów pod wpływem narkotyków, ale później zrozumiała, że Lil go strasznie zmieniła. Nigdy nie zachowywał się tak w stosunku o niej.
- Co tu się dzieje? - Thomas wrócił do domu.
- Marco ewidentnie coś zrobił o czym nie chce nam powiedzieć, jednak Lisa chyba zna historię.
- Więc opowiadaj.
Lisa zaczęła swoją historię. Opowiedziała wszystko dokładnie zaczynając od tego, jak Marco zawsze był czymś zajęty kiedy do niego dzwoniła, kończąc na jego ostatnim ataku i oskarżeniach. Oczywiście nie obyło się bez przerywania Reusa, który wcinał się co słowo, do czasu kiedy jego ojciec nie zwrócił mu uwagi. Rodzice Marco byli wyraźnie zaniepokojeni jak i zdziwieni. Zresztą nie ma się im co dziwić. Piłkarz, który bierze narkotyki? To nie szło w parze.
- Ty jesteś chyba jakiś chory na umyśle! Jak ty chcesz dalej grać w piłkę? Chcesz zmarnować sobie życie? Marco co ty robisz do cholery!?
- Tato... To było tylko raz.
- Ale to się może powtórzyć, sam dobrze wiesz, że każdy kiedy próbuje, ciągnie go dalej.
- Tylko, że ja sam tego nie wziąłem, Lisa wam przecież powiedziała, że mi to wrzuciła.
- Powiedziała, że twoja dziewczyną sama to zrobiła, a ją o to oskarżyła, więc nie przekręcaj tego!
- Ja jej nie wierzę.
- Nie wierzysz osobie z którą przeżyłeś do tej pory całe życie, a wierzysz komuś kogo znasz zaledwie kilka miesięcy? - Manuela wściekła się na Marco.
- Spokojnie, raz mi to powiedział i zdążyłam do tego przywyknąć. Kevin powiedział, że on jest strasznie zakochany, dlatego widzi wszystko co złe w innych, a nie w tym w kim powinien widzieć.
- Myślałem, że chociaż on mi został, bo na was widzę, że nie można już liczyć.
- Jak zmądrzejesz to dopiero będziesz mógł na nas liczyć. Wpadniemy do Ciebie kiedy indziej, myślę, że powinieneś porozmawiać z kimś, równie ci bliskim. Trzymaj się Lisa - Manuela puściła jej oczko - Odezwij się czasem - i wyszła razem z mężem z domu syna.
Macie drugi rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba, liczę na komentarze, to motywuje.Więc tak, jest mała zmiana w pierwszym, pisałam tamten rozdział dawno i ze względu na moje uczucia do Lewego, wzięłam go tam jako piłkarza nielubianego przez Lisę. Na szczęście nie ma go i zmieniony został na Hummelsa, pierwszy lepszy. Zapraszam :)
- Aż tak bardzo się do mnie przywiązałaś?
- Nigdy nie sądziłam, że tak bardzo polubię piłkarza Schalke. Zostaw ich, idź do klubu który lubię.
- No nie wiem, na razie raczej ich nie opuszczę. Kocham ten klub.
- Ech, zły Julian, zły...
- Co zamierzasz robić przez następne dwa dni? - zmienił temat.
- Jeden dzień z rodzicami, drugi u Marco, o ile... No tak - Lisa westchnęła, na co Julian od razu zareagował.
- Coś się stało?
- Nie, nic...
- No przecież mi możesz powiedzieć. - Lisa usiadła na kanapie obok Juliana.
- Pokłóciliśmy się ostatnio.
- Nie pierwszy i nie ostatni raz.
- Prawda, ale nie wyglądało to na zwykłą przyjacielską kłótnie, było dużo gorzej niż zwykle.
- Zawsze uważałem, że kiedy chłopak kłóci się z dziewczyną, to zazwyczaj większa wina w tym chłopaka.
- Możliwe, jednak odkąd znalazł sobie dziewczynę jest zupełnie inny.
- Jak to? Ma kogoś? Nie chwalił się.
- Ta, typowa laska, która uwiodła piłkarza, żeby mieć kasę i zdobyć sławę. Proszę cię, nienawidzę jej. Spędza z nią każdą wolną chwilę, nie ma kompletnie czasu dla nikogo. Ostatnio przez nią nie przyszedł na trening. - Lisa nie chciała mu mówić o narkotykach. Znała go dopiero trzy miesiące, nie wiedziała czy może mu do końca zaufać.
- No nie było ciekawie. Löw się zdenerwował. Dzwonił do niego, nie odbierał, później na nas się wyżył.
- Och... Nie mam już siły do niego. - spuściła głowę.
- Nie martw się - przytulił ją - wszystko się jakoś ułoży, zobaczysz.
- Mam nadzieję...
Dzień z rodzicami wyglądał w sumie tak samo jak każdy. Lisa kochała swoich rodziców bardzo, starała poświęcać się im dużo czasu. Jednak tęskniła za Marco i to bardziej niż zwykle. Nie chciała dłużej czekać, jeszcze chwila i zwariowałaby. Założyła koturny i wyszła z domu, puszczając uszami to co przed chwilą powiedzieli jej rodzice. Ciągle ta sama gadka. Zbyt wyzywająco się ubierasz, mogłabyś to zmienić. Kiedyś lepiej wyglądałaś, teraz robisz się na jakąś lafiryndę. Jej rodzice kompletnie nie akceptowali tego, co zrobiła ze swoim wizerunkiem, zresztą nie tylko oni. Zawsze ładnie ubrana, piękna sukienka, lub inny elegancki strój. Od niedawna same mini, wyzywające dekolty, ostry makijaż, lubiła tą metamorfozę. Zaczęła myśleć o tym co powiedzieć Marco, kiedy już jej otworzy. Ba! O ile w ogóle otworzy. Miała tylko nadzieję, że będzie sam. Wprowadziła kod do mieszkania Ruesa i już miła wejść do domu, kiedy w drzwiach stanął ojciec Marco. Lisa odetchnęła z ulgą. Państwo Reus zawsze byli wobec niej bardzo mili, więc miała przynajmniej pewność, że uda jej porozmawiać, jak nie z Marco to z nimi.
- Yyy, a pani to do kogo? - Lisa wytrzeszczyła oczy. Myślała, że pan Thomas sobie z niej żartuje. Jednak po chwili zorientowała się, że nie widzieli się ponad 5 lat, a przecież ostatnio dużo pozmieniała w swoim wyglądzie.
- Lisa Bochmann, proszę pana - uśmiechnęła się szeroko. Znała się z rodzicami Marco bardzo dobrze, jednak po mimo nalegań nigdy nie zwróciła się do nich na 'ty'.
- Matko kochana! Marco nic nie wspominał, że wróciłaś. Strasznie się zmieniłaś. - zmarszczył czoło.
- Długa historia, mogę wejść?
- Pewnie, śmiało, Manuela jest w środku, ja muszę na chwilę wyjść, się przewietrzyć. - nie wyglądał na zadowolonego. Czyżby Marco już coś wspomniał o Lil? Weszła do salonu. Marco siedział opaty o ramię kanapy z nogą w gipsie wyciągniętą ku drugiemu ramieniu.
- Martwię się o Ciebie Marco. - mówiła Manuela, która stała przy oknie.
- Ależ kompletnie nie ma potrzeby, świetnie sobie radzę.
- Przez ostatnie dwa miesiące nie dawałeś znaku życia.
- Naprawdę wszystko jest w porządku - upierał się Marco. Najwyraźniej nike nie spostrzegł tego, że Lisa weszła do środka, więc przerwała ich rozmowę.
- Dzień dobry! - powiedziała optymistycznie. Manuela i Marco automatycznie odwrócili się w jej stronę.
- Co ty tu robisz? Nikt cię nie zapraszał. - Marco powiedział oschle.
- Lisa? To ty? - mam Marco bardziej pamiętała Lisę niż jego tata.
- Tak to ja. - uśmiechnęłam się.
- Nic nie mówiłeś, że wróciła. Chodź tu do mnie, muszę cię wyściskać! - pani Manuela przytuliła mocno Lisę. - Zmieniłaś się bardzo.
- Możesz nie wyjść?
- Marco co się z tobą dzieje? Przyjaźnicie się od dziecka, a ty tak po prostu ją wyrzucasz?
- Mam chyba swoje powody.
- Dobrze w porządku, wyjdę, ale najpierw zrobię swoje. Nie zostawię tak tego. Jeśli nie chcesz pomocy od przyjaciół to może rodzina ci pomoże.
- O czym ty mówisz? - Manuela zapytała Lisę.
- Marco państwu nic nie powiedział, prawda?
- Zamknij się do cholery! - przez chwilę Lisa zastanawiała się czy Marco nie jest znów pod wpływem narkotyków, ale później zrozumiała, że Lil go strasznie zmieniła. Nigdy nie zachowywał się tak w stosunku o niej.
- Co tu się dzieje? - Thomas wrócił do domu.
- Marco ewidentnie coś zrobił o czym nie chce nam powiedzieć, jednak Lisa chyba zna historię.
- Więc opowiadaj.
Lisa zaczęła swoją historię. Opowiedziała wszystko dokładnie zaczynając od tego, jak Marco zawsze był czymś zajęty kiedy do niego dzwoniła, kończąc na jego ostatnim ataku i oskarżeniach. Oczywiście nie obyło się bez przerywania Reusa, który wcinał się co słowo, do czasu kiedy jego ojciec nie zwrócił mu uwagi. Rodzice Marco byli wyraźnie zaniepokojeni jak i zdziwieni. Zresztą nie ma się im co dziwić. Piłkarz, który bierze narkotyki? To nie szło w parze.
- Ty jesteś chyba jakiś chory na umyśle! Jak ty chcesz dalej grać w piłkę? Chcesz zmarnować sobie życie? Marco co ty robisz do cholery!?
- Tato... To było tylko raz.
- Ale to się może powtórzyć, sam dobrze wiesz, że każdy kiedy próbuje, ciągnie go dalej.
- Tylko, że ja sam tego nie wziąłem, Lisa wam przecież powiedziała, że mi to wrzuciła.
- Powiedziała, że twoja dziewczyną sama to zrobiła, a ją o to oskarżyła, więc nie przekręcaj tego!
- Ja jej nie wierzę.
- Nie wierzysz osobie z którą przeżyłeś do tej pory całe życie, a wierzysz komuś kogo znasz zaledwie kilka miesięcy? - Manuela wściekła się na Marco.
- Spokojnie, raz mi to powiedział i zdążyłam do tego przywyknąć. Kevin powiedział, że on jest strasznie zakochany, dlatego widzi wszystko co złe w innych, a nie w tym w kim powinien widzieć.
- Myślałem, że chociaż on mi został, bo na was widzę, że nie można już liczyć.
- Jak zmądrzejesz to dopiero będziesz mógł na nas liczyć. Wpadniemy do Ciebie kiedy indziej, myślę, że powinieneś porozmawiać z kimś, równie ci bliskim. Trzymaj się Lisa - Manuela puściła jej oczko - Odezwij się czasem - i wyszła razem z mężem z domu syna.
Macie drugi rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba, liczę na komentarze, to motywuje.Więc tak, jest mała zmiana w pierwszym, pisałam tamten rozdział dawno i ze względu na moje uczucia do Lewego, wzięłam go tam jako piłkarza nielubianego przez Lisę. Na szczęście nie ma go i zmieniony został na Hummelsa, pierwszy lepszy. Zapraszam :)
Hffgfdgggfc super rozdział. Co tu się dzieje hahaha Co ten Reus ma z tymi dragami... Pozdrawiam i czekam na nastepnyyy @ohmyneymar :)
OdpowiedzUsuńNie przejmuj się Reusem, wyjaśni się szybciej niż myślisz XDD
UsuńCudowny rozdział *o* Mam nadzieje, że Marco szybko się ogarnie :/ Czekam na następny rozdział i życzę dużo weny x
OdpowiedzUsuńOgarnie :D Dziękuję :)
UsuńBaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo mi się podoba ten rozdział : jest ciekawy , wciągający i idealnej długości :) Czkam na wyjaśnienia , czo ten Marco XD
OdpowiedzUsuńDziękuje :)
UsuńCo mogłabym powiedzieć innego, niż to, że jest świetnie? Ale może wrócę do mojej oceny, którą tak bardzo lubię pisać.
OdpowiedzUsuńPrócz pracy Lisę i Juliana połączyło coś w stylu koleżeństwa.Śmiać mi się chciało z ich rozmowy, właściwie to miałam uśmiech podobny do tego na widok mordki Thomasa, haha.
Irytuje mnie Marco tak, bardzo, bardzo, baaardzo! Jak on może nie ufać Lisie, z którą przyjaźnił się od zawsze, a tamtej całej Lil? Widać chyba, że nie pałam do niej sympatią, prawda?
Zmieniła Reusa, jak dla mnie to jedno wielkie nieporozumienie. Do tego przeciwstawia go przeciw Lisie, czego NIE ZNIOSĘ.
Napisane świetnie jak zawsze, zresztą wiesz o tym, haha.
Z zapartym tchem czekam na kolejny rozdział, @luuvmysahineq
Co tam że tak mało ludzi to czyta, dla takich osób jak ty warto pisać! <3
Usuń